Mantry bez czarowania. O kwantowych fluktuacjach i żywej kropli wody.


mantry

Kwantowe fluktuacje. Skomplikowane pojęcie. Istotne dla tych, którzy otaczającą rzeczywistość obserwują z boku, czasem nawet przymrużają oko, a jednocześnie, w całym tym obrazie, nie kwestionują energii.

No więc kwantowe fluktuacje są dowodem, klepniętym czarno na białym przez nie byle kogo, bo fizyków kwantowych, mówiącym o tym, że w świeciewszystko(!!!) wibruje. To co ruchome i to co statyczne. Wszystko! Koniec, kropka. A jeśli jest wibracja to musi być energia.

Jak działają mantry? Co dają?

Słowa mają moc i jeśli słuchasz ich, powtarzasz je – zachodzi proces. Nomen omen – nie pozostają bez echa. Jest z nimi trochę tak, jak z mięśniami w czasie ćwiczeń. Dajesz im bodziec, one reagują i w efekcie takiego systematycznego działania, po jakimś czasie – możesz pochwalić się okazałym bickiem, a i samopoczucie szybuje w kontekście takiego personalnego sukcesu 😉

Podobnie jest z mantrami. Do których zmierzam… Intonowane w odpowiedni sposób mają działanie prozdrowotne. Udowodniono niejednokrotnie (a palce maczali w tym nie tylko amerykańscy naukowcy), że wpływają i na ciało i na umysł. Ćwiczenia oddechowe i fonacyjne uskuteczniane przez wokalistów i nie tylko – nie wzięły się z próżni. Szlifują talent, ale też wzmacniają konkretne organy, przygotowując je do wysiłku. Rozwijają fizycznie. A jeśli chodzi o praktykowanie konkretnych mantrróżne dźwięki złożone z formuł sylab powtarzanych w stałym rytmie – pobudzają różne obszary mózgu, ale i realnie wpływają na różne części ciała. Trochę jak ćwiczenia oddechowe właśnie.

Mantry i leczenie dźwiękiem.

Wracając jednak do wibracji wywołanych przez dźwięki, drgania, wszystko to co nas otacza i z reguły jest… chaotyczne. Bezwzględnie wpływają one na stan umysłu!

Lubimy słuchać smutnych piosenek tkwiąc w mentalnych dołkach i dodawać sobie energii konkretnymi kawałkami, jeśli potrzebujemy tzw. kopa lub jesteśmy w euforii. Muzyką wyzwalamy wspomnienia, ekspresję, motywację, dodajemy sobie tak nadziei, jak i skrzydeł. Dźwięki, w każdej ich możliwej formie – coś dają. Czy to coś jest złe czy dobre i dlaczego jest złe lub dobre – to temat na inny tekst. Skupmy się na tym, że otrzymujemy. Tak jest? Jasne, że tak!

I w tym miejscu przeskoczę na chwilę do jeszcze jednego tematu, który mi tu rezonuje 😉 Ciekawostka taka.

Japoński naukowiec Masaru Emoto badał wodę Analizatorem Rezonansu Magnetycznego (MRA), pozwalającym mierzyć drgania atomów. Zamrażał on różne rodzaje wody (kranówkę, ze źródeł, z lodowców, z sielskich krain i z metropolii) i fotografował otrzymane, specjalnie wyodrębnione kryształy, obrazując tym samym „energię życia”. Wszak ta je daje.

Temat wody jest szeroki, jak szerokie są wody 😉 Dorosły człowiek składa się z niej w 70% i aż 70% tego, co otacza nas na Ziemi – składa się z wody (oceany, atmosfera – mgły, opady, zbiorniki, cieki, lodowce, itd.).

Każdy kryształek wody ma inny, niepowtarzalny kształt. Tak samo jak każdy płatek śniegu. Polecam Wam książkę „Woda. Obraz energii życia”, pełną niezwykłych ilustracji z analiz przeprowadzonych przez Emoto i jego zespół. To niesamowite, jak oblicze wody (nawet pojedynczej kropli deszczu!) koresponduje, harmonizuje, spaja się z emocjami, historią, klimatem i miejscem, w którym ta woda jest, z którego pochodzi, na działanie którego jest wystawiona.

Masaru Emoto
Fot. z książki „Woda. Obraz energii życia”. Masaru Emoto
Woda. Obraz energii życia
Fot. z książki „Woda. Obraz energii życia”. Masaru Emoto

Ale od wody popłyńmy do dźwięków. Otóż Masaru Emoto zanalizował również wodę zmieniającą się pod wpływem muzyki. Badacz „puszczał wodzie muzykę” (tym wyodrębnionym kroplom) i fotografował, jak ta zmienia się pod jej wpływem. Woda słuchała Chopina, Bacha, utworu „Heartbreak Hotel” Presleya, muzyki heavymetalowej, pieśni ludowych i innych… Okazało się, że wibracje oddziałujące poprzez muzykę i słowa nabierają energii, która jest na tyle silna, że zaprowadza zmiany. W każdej pojedynczej kropli wody. A idąc dalej tym tropem (hipoteza badaczy biorących udział w projekcie Emoto) – w ludzkich ciałach, składających się z niej przecież w większości.

emoto masaru
Kropla wody, ukształtowana w wyniku „słuchania” 40 symfonii g-moll Mozarta. Fot. z książki „Woda. Obraz energii życia”. Masaru Emoto

Ten eksperyment zaszedł znacznie, znacznie dalej i naukowcy doszli do ciekawych wniosków, ale tu odsyłam Was do książki polecając ją gorąco, a teraz znów przeskakuję do mantr. Dźwięków/wibracji o określonych częstotliwościach, których praktykowanie, a nawet samo aktywne słuchanie można dosłownie odczuć w swoim własnym ciele.

To takie prastare metody na osiągnięcie harmonijnego samopoczucia/stanu (<- zbyt powierzchowne, uproszczone określenie dla tej „mocy”), które, co istotne, istniały jeszcze zanim powstały jakiekolwiek religie (w tym miejscu warto dodać, że „Alleluhah” też jest mantrą). Powszechnie wykorzystywane dziś w jodze, w technikach medytacji czy w praktykowaniu rożnych religii właśnie – są również jednym z dostępnych „narzędzi”, po które może sięgnąć każdy – nie tylko bosy weganin w haremkach z matą do jogi pod pachą 😉 Ach te stereotypy…

Często jest tak, że słysząc słowo „mantra” przypisuje się je do jakichś odłamów religijnych czy subkultur, co po części sprawia, że jest to dość niszowa, niepopularna dziedzina muzyki i zbyt rzadko wykorzystywany sposób na poprawę samopoczucia i jakości życia, poprzez aktywizację, odblokowanie obszarów podświadomości i nieświadomości. I że stosunkowo niewiele osób korzysta z czegoś co jest sprawdzone, dobre i dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Jeśli starasz się dbać o zdrowie i poprawiać swój komfort życia, odżywiasz się w miarę dobrze, ćwiczysz ciało i gimnastykujesz umysł, wpierniczasz suple, których nijak inaczej nie da się uzupełnić, może parzysz zioła, czytasz, spacerujesz po lesie czy robisz cokolwiek, co buduje Ciebie od środka, tak fizycznie, jak i mentalnie, łącznie z tym, że np. „na grubo” przepracowujesz ustawienia systemowe i inne meandry twojego umysłu – to i mantry są dla Ciebie. Powszechnie dostępne (YT) i gotowe, by z nich czerpać.

Mantry pogłębiają praktykę jogi i medytacji, ale są instrumentem, z którego może korzystać każdy! Można je śpiewać i kontemplować i wtedy wspierają, mogą wpływać na stan zdrowia. Mantry uzdrawiające wspomagają ducha i ciało, w tym jego jak najbardziej fizycznym wymiarze. Można ich też po prostu słuchać. Wcale nie na tej macie do jogi, choć oczywiście dążenie do stanu medytacji zawsze jest wskazane. Można to robić nawet w samochodzie, jadąc w trasę czy stojąc w korku.

Pamiętacie badania przeprowadzone na kroplach wody? Każdy dźwięk jest wibracją, która wpływa na ich kształt. Z wody jesteśmy zbudowani.

A opisując korzyści korzystania z mantr, w sposób zupełnie przyziemy to: redukują poziom stresu, za to powodują wyrzuty endorfin i oksytocyny. Rozwijają te obszary mózgu, które są odpowiedzialne za pamięć i inne funkcje poznawcze. Działają relaksująco, wyciszają, przywracają wewnętrzną równowagę. Pomagają mierzyć się z depresją, lękami i z bólem.

Moje mantry.

Z bólem! Ten mocno motywuje mnie do słuchania mantr, gdy nawiedza mnie dobra przyjaciółka – migrena, z którą już się nie mocuję, tylko staram się czas z nią przetrwać w możliwie najłagodniejszy sposób. Od niej się zaczęło, ale wspieram się, gdy dopada mnie bezsenność (choć tu powinnam użyć czasu przeszłego, bo dzięki mantrom dawno ten problem wyeliminowałam) i na co dzień też słucham. Regularnie. Mam w swoim stałym rytmie dnia taki moment, który mogę poświęcić (i robię to w sposób oczywisty, jak mycie zębów, tyle, że to jest jak higiena dla umysłu) na słuchanie ulubionych mantr. Powiedzmy, że w skupieniu. W każdym razie – aktywnie. Totalnie mnie to relaksuje, uspokaja gonitwę myśli, nastraja pozytywnie, napełnia spokojem, jakby wtacza w płuca powietrze. To, o czym pisałam wyżej, że działanie mantr można dosłownie odczuć we własnym ciele… cóż – true story. No i dzieją się „rzeczy”. W sumie miałam Wam o nich, o tych mantrach na mojej playliście, w tym tekście napisać, ale zeszło jakoś na lanie wody ;). Tekst się wydłużył, choć tylko nadgryzłam temat i chyba wygeneruję ciąg dalszy.

Tymczasem moja woda uwielbia być taflą, jednak wzburzone fale to przecież moje drugie imię. Dlatego kończę już ten przydługawy wywód i zmykam zachwiać swoimi wibracjami przy dźwiękach dalekich od poziomu wrażliwości jaki przepływa w mantrach. Jednak przed snem pewnie jeszcze zanucę jedną z ulubionych. Łapię się na tym.

Wcześniejszy Co mówią gwiazdy?
Następny Synestezja.