Masz wiadomość.


Od stukania w messengera, do każdego z Was z osobna, bolałby mnie palec (sorry, starość nadciąga, idąc za przykładem naszego kumpla, który niestety nie mógł być w ubiegły weekend z nami – nie chcę się zużywać, lepiej stawiać na konserwację). Albo telefon padłby mi kolejny raz i znów musiałabym od nowa brać od Was numery, bo jak zwykle nie zapisałam w chmurze, choć wiecie, że mentalnie tam mieszkam… No dobra, niektóre znam na pamięć… 😉

Dlatego, ale też dlatego, że potrzebowałam więcej przestrzeni – postanowiłam napisać do Was tutaj, a przesłać jedynie tajny link do tejże podsumowującej wiadomości. Swoją drogą – miło jest, od czasu do czasu, napisać list, zaręczam <3 Pewnie miło byłoby też takowy otrzymać. W sumie dziś dostałam jeden. z ZUS’u. Nie pomaga…

Zatem piszę…

Na początek, wraz z Sebastianem – chcielibyśmy Wam serdecznie podziękować. Nie tylko za te piękne, idealnie wpisane w nas, kreatywne prezenty, przy których spadały nam kapcie, gdy rozpakowywaliśmy je w domu. Nie tylko za to, że byliście i bawiliście się świetnie. Niepowtarzalnie. Najbardziej za to, że po prostu jesteście! Piękni, wspaniali, zwariowani, niezmienni i niezmiennie. Bliżej i dalej, ale zawsze! Dziękujemy <3 Było bosko! Najlepiej.

Zostawiam Was dziś z pięknymi zdjęciami od Andrzeja i Krzysia (dzięki chłopaki!) i ze zbiórką równie świetnych, obnażających (oj tam, oj tam) 😉 fotek z telefonów. Ze zdjęciami rozśpiewanymi (ale to trzeba zobaczyć!) i roztańczonymi, roześmianymi, pełnymi wędrujących słoneczników i „słodkich” minek (co by nie napisać – głupich 😉 ).

Zostawiam Was z moją prywatną playlistą, którą podsunęłam DJ-owi, co dało się usłyszeć – „typowo” weselnemu, jak zresztą sam o sobie mówił. Uff! Jak dobrze, że ją miałam! Niektórzy z Was o nią prosili. Zapodajcie sobie muzę, nalejcie sobie szklaneczkę whiskey (ja zamierzam niezwłocznie!) lub wina, koniecznie różowego i powspominajcie tę gorączkę piątkowej nocy. Zostawiam Wam wspomnienia i jeszcze słowo na niedzielę, już nie „rocznicowe”. Raczej z odrobionej lekcji…

Przeczytałam, dosłownie przed chwilą, taki cytat: „Rodzimy się jednego dnia. Jednego dnia umieramy. Możemy zmienić się w jeden dzień i w jeden dzień się zakochać. Jednego dnia może wydarzyć się wszystko”.

Jakże właśnie to mi w duszy gra! Poza zapętloną playlistą (Seba jeszcze nic nie mówi, ale jeszcze chwila i zwymiotuje) 😉

W codziennej rutynie zapominamy czasem, że jesteśmy na chwilę. I tylko dodatkowe zmarszczki, widoczne na fotkach – czasem nam o tym przypominają. Odkładamy różne rzeczy na później, przesuwamy na kiedyś, rozwlekamy w czasie, nie do końca pozwalamy sobie na to, by być tu i teraz i na 100%. Robić co szalone i niedorzeczne, do głosu dać dojść pragnieniom, dostrzec to co nieoczywiste. Emocje ukrywamy pod płaszczem tego co trzeba i wypada. Bla, bla, bla… nuda!

Hej! Nie można tak! Trzeba tańczyć ze słonecznikiem w zębach i przyklejać sobie chusteczkę do czoła. Trzeba, warto, mówić wprost i działać wprost. Tak jak chcemy! Bo nie mamy moi Kochani chwili do stracenia! Świat może zmienić się każdego dnia! My możemy go zmieniać! Może teraz Was głęboko zszokuję, ale (fuck, fuck, fuck!) – jesteśmy już tak bardzo dorośli. Choć zupełnie tego nie czujemy, mimo, że czasem strzyka w kościach i boli w plecach 😉 W autach nie mamy miejsca dla innych dorosłych, bo z tyłu foteliki. W biegu wymieniamy opinie i kupujemy przybory szkolne, ratujemy się wzajemnie w weekend środkami przeciw insektom, gdy w szkole epidemia i uważamy na cukier (dobrze, że ten w alko – leku znieczulającym – się nie liczy). Seriale już(!) oglądamy pod kocem i z herbatą (wtf?), wyimaginowane problemy urastają nieraz do rangi katastrof, a jak tak dalej pójdzie – niedługo będziemy spotykać się w przychodniach, w kolejce do lekarza! No dobra, poleciałam 😉

A teraz jest nasz czas! Już świadomi, jeszcze młodzi! Tylko nasza wolność niepostrzeżenie wpada w pewne ramy, których nie dostrzegamy na co dzień lub wiemy o nich doskonale, bagatelizując i godząc się na ich istnienie. Teraz jest ten czas, w którym w góry nie musimy jeszcze przyjeżdżać pod kroplówką ;), bo wierzę z całych sił, że i kule u nóg w przyszłości nas nie powstrzymają! Że choćby nie wiem co – będziemy dawać się porywać tam, gdzie nie powinno nas być! Jak w tej piosence…

Po naszym spotkaniu chodzi mi po głowie taka myśl. Że niczego nie wolno nam przegapić, odpuścić i nie wolno żałować niczego! Że musi znaleźć się miejsce na spontan i na odwagę. Wiecie, że przeklinam elegancko 😉 , no więc powiem w swoim stylu – nie ma co się tym życiem pierdolić!

W czasie naszej zabawy, w Kostrzynie odbywał się Woodstock (dla mnie zawsze Woodstock, nie tam jakiś Pol’n’Rock). Widzieliście jak ludzie tańczą w Lidlu? Tak trzeba żyć! Trzeba pieprzyć konwenanse! OK! Kończąc tę fascynującą, przydługawą przypowieść o upojonych, najróżniejszymi substancjami, ludziach 😉 i najprościej rzecz ujmując Sex & Drugs & Rock & Roll! Love You! This is my message!

A tutaj link do Vegas (nie ważcie mi się kasować czegokolwiek! mam kopię!)

FOTY I MUZA -> https://drive.google.com/drive/folders/1Er2Zm9XfFNSLqL5MoMAJmpxojui5XNsi

Wcześniejszy Lekcja
Następny Psia Mać.