Psia Mać.


Psia mać, czyli moja nostalgia październikowa…

Przeczytałam gdzieś, że bywają ludzie pięknie smutni. Myślę, że to trochę o mnie w październiku, który następuje po wrześniu i na szczęście nie jest listopadem – jak słusznie zauważyła Ania z Zielonego Wzgórza. Szczególnie w takim cudnym jak tegoroczny, w którym zza „moich” szyb zagląda słońce. Tęsknię za niczym nie oddzielającymi mnie od nich samych – promieniami na twarzy. Wiecie jak to jest… trzeba i chce się wystawiać ten łeb do słońca. Szczególnie październikowego. Absolutnie.

psia mać felieton kroolova
Fot. Unsplash

Pamiętam swoje urodziny w dzieciństwie, choć nie wiem które… Galaretka z bitą śmietaną na obowiązkowo aranżowanym przyjęciu z sąsiadkami w moim wieku, a potem… ależ tego roku pięknie było… To słonko pamiętam, przebijające się wprost do mnie, idącą aleją lip… których już nie ma. Jest betonowy parking. Lipa i uwieranie pod czapką.

Mamo! Budzę się w nocy i obserwuję gwiazdy! Ależ to październikowe niebo piękne! – zachwyca się uczeń pierwszej klasy. Szczęśliwie zachwycony również swoją nową rolą, o której wiedziałam, że będzie dla niego idealna. Serce rośnie, gdy u boku ma się chłopca, który dostrzega piękno, jest pełen emocji i je rozumie <3 A jedyne czego żal, to uciekającego czasu…

Jest taki kawałek, w którym zapadłam się od pierwszego odsłuchu, na czym cierpi moja rodzina, która musiała zapaść się ze mną, bo zapętlam na okrągło. Sorry. Wpada w ucho, ale ten tekst, te genialne metafory… wpisują się też w przestrzeń moich myśli.

A przecież stoisz taki młody… i podchodzi dziewczyna i pyta czy – mogę od Pana ogień? A ty wiesz, że to niegramatycznie i tylko popiół masz…

Ta niby młodość…

Moją metrykę odzwierciedlają inni ludzie.

  • Dziecko, które dostrzega piękno październikowego, nocnego nieba, a ja interpretuję ten miesiąc poprzez słońce i malownicze krajobrazy. Gdzie moje niebo? Czemu i ja nie zwróciłam uwagi na gwiazdy? Co z moimi horyzontami? Zastanawiam się czy nie robi mi się w tym życiu za ciasno, albo za ślepo, za staro…
  • Znajomi, na twarzach których wypisują się pierwsze i drugie zmarszczki… Dopiero, gdy spotykam kogoś, kogo dawno nie widziałam – spotykam też siebie. 10, 15 lat później. Bo lustro moje kłamie jak z nut. Albo zapomniałam przetrzeć parę. Albo nie chciałam tego robić…
  • No i te „cefałki”. Napływają do mnie CV, a tam kandydatury osób urodzonych po roku 2000! Matko! Pamiętam Sylwka – Millenium, jakby ten dzień był wczoraj, a właściwie tę noc…

W październiku nie tylko nostalgia jednak uwiera. Również skrajności. Ten beton w szerszym kontekście i uniesienia. Twarde lądowanie, gdy pies wybiera się na drugą stronę, ale finalnie udaje się go odratować. Betonowi ludzie, czasem. A czasem anioły. I jazda na łańcuchowej karuzeli. Nówka taka, kilka dni działająca. Z dozą niepewności wsiadam na tę huśtawkę, by dopełnić co za dzieciaka niespełnione. Kręcę się trochę, wreszcie przełamuję strach i zaczynam delektować się wiatrem we włosach, a ona… ona się psuje.

I wiszę potem z tymi girami w powietrzu, aż technik przyjdzie.

Psia mać!

Przeczytaj też inne teksty z kategorii KROOLOVA PRZYPAŁU.

Wcześniejszy Masz wiadomość.
Następny We Are The Champions